No to zaczynamy!

Cześć!



fizjoterapia, osteopatia, rehabilitacja, masaż, kraków
Witam Cię na mojej nowej stronie. Została ona stworzona z myślą o takich osobach jak Ty. Jeżeli tutaj zawitałeś, to oznacza, że borykasz się z jakimiś problemami zdrowotnymi. Znajdziesz tutaj masę informacji o różnych jednostkach chorobowych, jakie są ich objawy i przede wszystkim, jak sobie z nimi radzić. Oczywiście już na wstępie chcę podkreślić fakt, że wizyta u profesjonalisty jest najlepszym rozwiązaniem wszelkiego rodzaju problemów zdrowotnych, natomiast są takie objawy, które możemy próbować niwelować na własną rękę. Niemniej jednak chciałabym zwrócić szczególną uwagę na profilaktykę. Jestem zwolenniczką powiedzenia "lepiej zapobiegać, niż leczyć", dlatego będę starała się na bieżąco publikować informacje związane z tą tematyką.

A teraz kilka słów o mnie, mojej misji i wartościach. Nazywam się Joanna Pyczek, jestem magistrem fizjoterapii i absolwentką krakowskiej AWF. Obecnie studiuję medycynę osteopatyczną w poznańskiej Akademii Osteopatii oraz jestem doktorantką na Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie. Swoją przygodę w fizjoterapii rozpoczęłam od pracy ze sportowcami. Byłam opiekunem medycznym takich drużyn jak: I ligowa drużyna siatkówki męskiej AZS AGH Kraków, II ligowa drużyna siatkówki żeńskiej KS Bronowianka Kraków oraz II ligowej drużyny koszykówki męskiej AZS AGH Alstom Kraków. Dzięki tej pracy zdobyłam ogromne doświadczenie oraz nauczyłam się jak szybko pomóc pacjentowi. Po tej przygodzie postanowiłam odsapnąć od wyjazdów i osiąść w Krakowie, gdzie założyłam gabinet fizjoterapii, osteopatii i redukcji stresu Fizjo-zone, który nie tak dawno obchodził swoje 3 urodziny. Obecnie postanowiłam wprowadzić pewne zmiany i tak powstał projekt Pracownia Zdrowia Joanny Pyczek. 

Dlaczego fizjoterapia?
Tutaj muszę cofnąć się do czasów szkolnych. Będąc czwartoklasistą trafiłam do klasy sportowej i wtedy zaczęła się moja przygoda. Dyscypliną, którą sobie upodobałam było pływanie. Na początku była to fajna zabawa, natomiast w późniejszym czasie przybrało to już formę wyczynową. Miałam 11 do 13 treningów w samym basenie, a żeby tego było mało, to dodatkowo 5 do 8 treningów na lądzie (siłownia, bieżnia, gimnastyka, stretching, itd.). Mój dzień zaczynał się o 5 rano i kończył o 20. Była to niesamowita przygoda. Jak to w sporcie wyczynowym bywa, kontuzje są  jego nieodzowną częścią. Niestety jedna także spotkała i mnie. W wieku 16 lat zdiagnozowano u mnie dyskopatię dwupoziomową w obrębie lędźwiowego odcinka kręgosłupa, potocznie zwaną wypadnięciem dysku. Dosyć nietypowe schorzenie jak na tak młody wiek. Okazało się, że mój kręgosłup nie wytrzymał takiego obciążenia. Początek pierwszej klasy liceum spędziłam na 3-tygodniowych "wakacjach" w szpitalu, gdzie przeszłam intensywną rehabilitację. Polegała ona na ćwiczeniach i zabiegach fizykalnych. Niestety te 3 tygodnie były niewystarczające bym mogła wrócić do uprawiania swojej ukochanej dyscypliny. Po wyjściu ze szpitala kontynuowałam rehabilitację. Byłam na wizytach u wielu lekarzy: ortopedów, neurologów, internistów. Byłam nawet na konsultacji u pewnego neurochirurga, który ze szczegółami przedstawił mi procedurę chirurgiczną, której chciał mnie poddać. Na szczęście w końcu trafiłam na fantastycznego lekarza, który postawił mnie na nogi. Był to lekarz o specjalizacji rehabilitacji ruchowej, lekarz o ogromnej wiedzy teoretycznej, ale również i praktycznym doświadczeniu. Specjalizował się w terapii manualnej, którą zastosował na mnie. I to był strzał w dziesiątkę! Sposób w jaki mi pomógł zainspirował mnie do tego, by kiedyś w podobny sposób pomagać innym, bez zbędnych leków, operacji, bez skutków ubocznych, używając wyłącznie swojej wiedzy i jedynego istotnego narzędzia jakim są moje, własne ręce. Dzięki temu 8 lat później ukończyłam Akademię Wychowania Fizycznego w Krakowie z tytułem magistra fizjoterapii. Ale to nie był koniec nauki, tylko dopiero początek tej wspaniałej przygody. Kursy, szkolenia, warsztaty, konferencje, to wszystko daje wielkiego kopa, by dalej się rozwijać, żeby jak najlepiej pomagać moim pacjentom. Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o szkoleniach, które ukończyłam, zajrzyj do zakładki "o mnie".

Moja misja? 
Chcę pomagać ludziom lepiej radzić sobie z problemami zdrowotnymi, uświadamiać ich skąd się wzięły i jak nieznacznie zmienić swoje życie, aby ich w przyszłości unikać.
Oprócz fizjoterapii zajmuję się osteopatią i jest to bardzo istotny aspekt mojej pracy. Podchodzę do pacjenta całościowo i biorę pod uwagę wszystkie elementy jego życia (nawyki, pracę, dietę, aktywność fizyczną, relacje z innymi ludźmi, itp.). Nie tylko dysfunkcyjne miejsce, ale cały pacjent jest dla mnie istotny, zarówno ciało, jak i umysł - i to  jest właśnie holistyczne leczenie.

Prywatnie?
Jestem żoną i kocią mamą. Mam dwa koty: czarnulkę Lani i białaska Olafa. Kocham wszystkie futrzaki, natomiast muszę przyznać, że jestem totalną kociarą ;) interesuję się behawiorystyką kotów i ogólnie ich zdrowiem. Może kiedyś będę również pomagać futrzakom. Oprócz tego kocham aktywnie spędzać czas, w szczególności gdy w pobliżu jest woda. W zeszłym roku spełniłam swoje marzenie i odbyłam kurs surfingu. Surfing skradł moje serce. Dzięki temu mam jeszcze większą motywację, aby ćwiczyć i zdrowo się odżywiać. Uwielbiam bajki, szczególnie Disney'a. Nawet koty nazwałam po bohaterach . moich ulubionych bajek (Lani - "Na fali", Olaf - "Kraina lodu"). W wolnym czasie gram na ukulele lub oglądam na Youtube filmiki ze śmiesznymi kotami (udowodniono, że jest to najlepszy sposób na poprawę humoru) ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pomysł na oryginalny prezent?